Czasami tym, czego nam potrzeba jest Nicholas Sparks (a nie jakieś tam thrillery, że strach przewrócić kartkę;).
Powieść „We dwoje” dała nam dokładnie to, czego się spodziewałyśmy – amerykańską historię, napisaną tak, że nic, tylko kręcić na jej podstawie film.
Jest tam zła kobieta, i dobra kobieta, i trochę nieporadny mężczyzna miotający się między nimi dwiema. Jest dziecko, jest wątek sukcesu, który przychodzi po porażce (jakżeby inaczej!), jest wzruszająco, jest pięknie. Jest happy end (choć zamglony przez łzy).
Czyta się błyskawicznie – w sam raz na zbliżającą się krótką „majówkę”.
Następną lekturą na naszej liście jest „Gołoborze” Macieja Siembiedy, więc może taka sparksowa chwila oddechu była całkiem na miejscu.
