W dużym skrócie: „Blizna” to opowieść o tym, jak wiertarka potrafi nadać życiu sens.
Autorka książki pochodzi z Islandii, a to już wiele wyjaśnia.
Mamy więc prosty, minimalistyczny styl i specyficzny humor. Ale najciekawsze jest to, co kryje się pod powierzchnią tej, z pozoru, banalnej historii. Dużo, oj dużo, było tych warstw do odkrycia, tematów do dyskusji oraz wniosków do wyciągnięcia.
To jedna z tych książek, po którą (gdyby nie DKK) pewnie nigdy byśmy nie sięgnęły, a którą będziemy pamiętać latami. Ostatnio tak miałyśmy z „Cichymi wodami” Sarah Moss, i może jeszcze z „Domem Holendrów” Ann Patchett.
Warto przeczytać.
